Niewielki fragment zieleni skłócił mieszkańców czterech bloków na piotrkowskim osiedlu Wyzwolenia. W konflikcie uczestniczą dzieci, a chodzi o miejsce do zabawy.
Każdy z czterech bloków, usytuowanych przy ulicach Piotra Skargi, ks. Piotra Ściegiennego i Ignacego Krasickiego – otoczony jest pasem zieleni. Najobszerniejszy i najbardziej zadbany znajduje się przed budynkiem przy ul. Skargi 10. I o ten trawnik, przez jednych pielęgnowany, przez drugich nazywany „małpim gajem” – toczy się spór.
– Przy naszych blokach nie ma miejsca dla dzieci, dla młodych matek czy starszych osób – mówi Małgorzata Chrzanowska mieszkająca przy ul. ks. Piotra Ściegiennego.
Lokatorzy z tego bloku, i z dwóch pozostałych, chcą, aby na terenie największego trawnika wygospodarować miejsce do zabawy dla ich pociech. Na to absolutnie nie godzą się mieszkańcy bloku przy Piotra Skargi 10. – Nasze dzieci są z trawnika przeganiane, targane za uszy, a nawet pojawiły się pogróżki, że wśród żywopłotu zostaną ustawione sidła – dodaje Małgorzata Chrzanowska.
Z kolei lokatorzy zajmujący się trawnikiem, głównie starsi ludzie, twierdzą, że dzieci hałasują, niszczą rośliny, a po zwróceniu im uwagi bywają agresywne i przez otwarte okna wrzucają ziemniaki. – Kartoflami to rzucają w nasze dzieci te starsze panie – ripostuje Irena Dąbrowska, również walcząca o miejsce dla dzieci.
Skargi obu stron trafiły już do Biura Obsługi Mieszkańców osiedla Wyzwolenia, Towarzystwa Budownictwa Społecznego oraz Wydziału Inżynierii Miasta Urzędu Miasta w Piotrkowie. Ale żadna z tych instytucji nie jest w stanie rozwiązać sporu, bo jakiekolwiek ustalenia zależą od dobrej woli ludzi.
– Zgodnie z przepisami, współwłaścicielem i współużytkownikiem terenu przy nieruchomości jest wspólnota zamieszkująca ów blok i to ona decyduje o sposobie zagospodarowania trawnika. Jeżeli mieszkańcy robią to zgodnie z prawem, nikt nie może ingerować w ich działania – wyjaśnia Irena Płoska, prezes Zarządu Towarzystwa Budownictwa Społecznego. – Ewentualne wykorzystanie tej działki na plac zabaw dla dzieci byłoby możliwe jedynie za zgodą właściciela terenu, czyli przede wszystkim lokatorów.
– Sami sadziliśmy te rośliny, a teraz one są niszczone i nasz spokój jest zakłócany – mówi Mirosław Sadurski. Aby wyjść naprzeciw, przede wszystkim potrzebom dzieci, Biuro Obsługi Mieszkańców między blokami postawiło piaskownicę.
To jednak tylko zaogniło konflikt. „Nasze dzieci bawią się w błocie wymieszanym z benzyną” – grzmią rodzice walczący o plac zabaw, zapominając, że i oni, jak zaobserwowała administracja, parkują samochody w pobliżu piaskownicy. Jej usunięcia, ponieważ sąsiaduje z zadbanym trawnikiem – domagają się także lokatorzy bloku przy ul. Piotra Skargi 10.
– Przychodzą i błagają nas o zlikwidowanie piaskownicy, bo bawiące się dzieci powodują hałas i są agresywne – mówi administrator Ilona Pietraszko. – Ale piaskownica stoi na terenie niebędącym własnością żadnej z czterech wspólnot i nie zamierzamy jej usuwać.
Spór o przysłowiową miedzę ciągnie się już kilkanaście lat. Jedna strona chce widzieć przez okna spokojnie bawiące się dzieci, druga chce mieć święty spokój. Do zgody jednak zwaśnieni mieszkańcy dojść nie chcą.
Autor artykułu: (kw)